Jak dawniej żegnano zmarłych? | Biblioteka Vintage — transkrypcja

Zapraszamy do wysłuchania podcastu Pedagogicznej Biblioteki Wojewódzkiej im. Komisji Edukacji Narodowej w Warszawie. Biblioteka Vintage, sezon trzeci przy oknie w przeszłość.

Jak dawniej żegnano zmarłych. Dzień dobry. Tu Katarzyna Majchrzak z Biblioteki Vintage.

W trzecim sezonie naszego podcastu siadamy przy oknie w przeszłość i przyglądamy się codzienności naszych przodków. Temu jak żyli, w co wierzyli, czego się bali i jak radzili sobie z tym, co dla człowieka od zawsze najtrudniejsze. Dzisiejszy odcinek będzie poważniejszy.

Porozmawiamy o dawnych zwyczajach pogrzebowych i o tym jak ludzie próbowali nadać porządek czemuś, co ten porządek burzyło śmierci bliskiego człowieka. Naszym przewodnikiem będzie książka Adama Fischera zwyczaje pogrzebowy ludu polskiego. Wydana we Lwowie w 1921 roku nakładem zakładu Narodowego Imienia Solińskich.

Zanim ją otworzymy, zatrzymajmy się na chwilę przy roku jej wydania. W Polsce uchwalono wówczas konstytucję marcową, a reprezentacja Narodowa rozegrała w Budapeszcie swój pierwszy oficjalny mecz międzypaństwowy. Przegrała z Węgrami 0:1.

I tak rozpoczęła się długa historia wielkich nadziei oraz jeszcze większych emocji polskich kibiców. Na ekranach kin pojawili się brzdąc Charlie’ego Chaplina oraz Szejk z Rudolfem Valentino. Był to świat coraz śmielej wkraczający w nowoczesność.

Rozwijało się kino, rosło znaczenie sportu. Jednocześnie w wielu domach nadal żywe były zwyczaje przekazywane z pokolenia na pokolenie i właśnie ten, powoli zanikający świat próbował opisać Fischer. Adam Fischer był etnologiem i folklorystą.

Profesorem Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie interesowały go wierzenia, obrzędy i folklor Słowian. W swojej książce zebrał ogromny materiał dotyczący śmierci i pogrzebu. Tytuł książki jest trochę mylący, ponieważ autor nie ograniczył się do ziem polskich, przywoływał zwyczaje z różnych części Europy, szczególnie z krajów słowiańskich.

Dzisiaj wiele osób umiera w szpitalach, w hospicjach, w domach opieki. Śmierć w dużej mierze stała się wydarzeniem medycznym, którym zajmują się lekarze, pielęgniarki i pracownicy zakładów pogrzebowych. Coraz rzadziej spotykamy ją w codziennym życiu i często nie wiemy jak zachować się w jej obecności.

Dawniej śmierć częściej rozgrywała się w domu i na oczach całej wspólnoty. Wysoka śmiertelność dzieci, epidemię i brak skutecznego leczenia nie tworzyły łagodnego świata. Ludzie mieli jednak obrzędy, które podpowiadały co należy zrobić, jak się zachować przy umierającym, jak przygotować ciało i jak wspólnie przejść przez czas żałoby.

Fischer pisał, że śmierć ludu nie przeraża. Człowiek przyjmuje ją z rezygnacją. Kultura podsuwała mu słowa, gesty i modlitwy na tę ostatnią chwilę.

Autor przytacza słowa schorowanego starca ze Studzianek. Bywajta zdrowi. Już mi czas do świętej ziemi.

Czas mi spocząć. Narobił se człek. To i spoczynku się żąda u Boga.

Oj, żąda się żąda. Boże miłosierny. Fischer rozpoczyna książkę od znaków, które zapowiadały zgon.

W tradycyjnych wierzeniach świat był pełen ostrzeżeń. Przyroda przemawiała do człowieka. Trzeba było tylko umieć odczytać jej język.

Szczególne znaczenie przypisywano zwierzętom. Krakanie wrony, pohukiwanie sowy, przelot nietoperza nad domem, mogły zostać uznane za zapowiedź czyjej śmierci. Niepokój wzbudzało również długie wycie psa.

Złym znakiem bywała nagła wichura, błyskawica na bezchmurnym niebie albo spadająca gwiazda. Ostrzegać mogły nawet przedmioty znajdujące się w domu. Fischer pisze, jeśli bez widocznej przyczyny obraz spadnie ze ściany, przepowiada śmierć.

Być może szukanie znaków było próbą przygotowania się na to, czego przewidzieć się nie dało. Jeśli śmierć wysyłała ostrzeżenia, świat wydawał się choć odrobinę mniej przypadkowy. Kiedy człowiek umierał, rozpoczynały się kolejne etapy obrzędu.

Bliscy myli ciało, ubierali je w odświętne, często nowe ubranie i układali zmarłego w domu. Zamykano mu oczy i usta. W niektórych miejscach wierzono, że otwarte oczy mogły wypatrzyć następną osobę, a otwarte usta pociągnąć za sobą kogoś z domowników.

Zatrzymywano też zegar. Możemy widzieć w tym symboliczny gest. Kończył się czas jednego człowieka, więc na chwilę zatrzymywał się również czas całego domu.

W Poznańskiem zmarłego wkładano do prostej trumny sosnowych desek i ustawiano pośrodku izby, aby rodzina oraz sąsiedzi mogli go zobaczyć i pożegnać. Przy ciele czuwano i modlono się. Wokół ciała obowiązywały różne zakazy.

Nie wolno było głośno płakać, hałasować albo zasypiać pobliżu zmarłego. Nie wynikało to tylko z szacunku dla ciała. Wierzono, że dusza przez pewien czas pozostaje blisko zwłok.

A granica między światem żywych i umarłych jest niebezpiecznie cienka, cytuję Fischer’a. Dusza śpiącego błądzi bowiem poza jego ciałem, a że dusza zmarłego również koło jego zwłok przebywa, więc łatwa możliwość zetknięcia się tych dusz i pociągnięcia jednej przez drugą. Obrzędy miały więc dwa zadania, pomóc zmarłemu odejść i ochronić tych, którzy zostali.

Jednym z bardziej poruszających zwyczajów opisanych przez Fischer’a było zawiadamianie zwierząt gospodarskich o śmierci właściciela. Praktykę tę znaną w różnych częściach Europy. Jeśli umierał gospodarz, informowano o tym bydło konie, a szczególnie pszczoły.

W Holandii stukano w ule i oznajmiano pszczołom śmierć właściciela. W Wadowickiem dotykano ula trzykrotnie, aby owady nie wyginęły. Obawiano się, że zwierzęta, których nie powiadomiono, mogą zachorować, zginąć albo, jak mówiono, pójść za gospodarzem.

Jest w tym coś niezwykle ludzkiego. Ostatnim etapem pogrzebu była uczta, czyli stypa. Dzisiaj kojarzy się przede wszystkim ze wspólnym posiłkiem po ceremonii pogrzebowej.

Dawniej mogła mieć również znaczenie symboliczne. Jedzono za duszę zmarłego. Wspominano go i przywracano naruszoną równowagę.

Bo śmierć zmieniała porządek domu. Ktoś odchodził, jego miejsce pozostawało puste, a obowiązki trzeba było rozdzielić na nowo. Stypa pozwalała wspólnie przejść przez ten moment.

Pożegnać zmarłego, ale też powoli wrócić do życia. Dawne zwyczaje pokazują, jak silny był lęk przed śmiercią, przed naruszeniem granicy między światami. A obrzędy pozwalały ten lęk odrobinę oswoić.

Podpowiadały, co należy zrobić, jak pożegnać człowieka, jak pomóc żywym wrócić do codzienności. Całą książkę Adama Fischer’a, zwyczaje pogrzebowe ludu polskiego, można przeczytać w Polonie. Link znajdziecie w opisie odcinka.

Dziękuję, że byliście ze mną w tym odcinku Bibliotek i Vintage. Kłaniam się nisko i do usłyszenia w kolejnym spotkaniu przy oknie w przeszłość.

Файлы cookie и политика конфиденциальности

Сайт использует файлы cookie (так называемые "куки") в целях, необходимых для надлежащего функционирования сайта, адаптации сайта к индивидуальным предпочтениям пользователя и статистики. В настройках каждого веб-браузера можно отключить хранение файлов cookie, чтобы информация не собиралась. Если вы не согласны с сохранением информации в файлах cookie, вам следует покинуть сайт.

Отметьте файлы cookie, которые вы принимаете:
Возвращение