Zapraszamy do wysłuchania podcastu Pedagogicznej Biblioteki Wojewódzkiej im. Komisji Edukacji Narodowej w Warszawie. Witajcie tu Katarzyna Majchrzak z Biblioteki Vintage.
Mój dzisiejszy bohater był dla mnie wyjątkowo kłopotliwy. Był jednocześnie i gwałtowny i bardzo łagodny. I niesłychanie dobry, wrażliwy i jednocześnie twardy i zawzięty.
Bywał skłócony z Bogiem i z samym sobą. Zapraszam na 6 twarzy wybitnego poety Jana Kasprowicza. Twarz pierwsza, syn niepiśmiennego Ojca.
Tak, Jan Kasprowicz urodził się jako syn niepiśmiennego chłopa we wsi Szymborze, niedaleko Inowrocławia. Piotr Kasprowicz, ojciec Jana, podpisywał się ponoć trzema krzyżykami. Rodzina Kasprowiczów była bardzo uboga.
Janek był najstarszym z szesnaściorga dzieci, z czego dorosłości dożyło pięcioro z rodzeństwa Kasprowicza. Jako mały chłopiec, Janek biegał po wsi boso, pomagał rodzicom w gospodarstwie, pasał krowy. Istnieje legenda rodzinna, że jako niemowlę Jan został uzdrowiony z choroby, którą uważano za śmiertelną.
Stało się tak dzięki modlitwie jego mamy, Józefy. Właśnie matce Jana zależało na tym, by zdobył on wykształcenie i został księdzem. Pomysł ten podobno spodobał się początkowo Janowi, który jako chłopiec, stojąc na stogu siana, ubrany w fartuch matki narzucony na plecy, wygłaszał płomienne i karcące kazania do swoich kolegów.
Kasprowicz pisał w listach do przyjaciół: Matce wszystko zawdzięczam. Pamiętam, jak wieczorami siadywaliśmy przed domem, kazała mi nasłuchiwać fujarki. Dźwięki jej dolatywały do nas z daleka, razem słuchaliśmy.
Opowiadała mi o ptakach godnych, unoszących się nad wielkimi bagniskami, które otaczały wtedy jeszcze go. Opowiadała o jeziorze, nienawidziła pieniędzy, dla niej mogły nie istnieć. Twarz druga, twardziel.
Druga przyszłego poety do wykształcenia była trudna i wyboista. W szkole nie miał łatwo, był wyśmiewany za niedopasowany mundurek, a pierwsza przyjaźń zakończyła się wyznaniem kolegi mniej więcej w tym tonie. Tatko zabrania mi kolegować się z chłopskim synem, bo mam być doktorem.
Jan miał wybuchowy temperament, był krnąbrny i hardy. Wdawał się w konflikty z nauczycielami Niemcami. Kiedy jeden z nich zwrócił mu uwagę, że zachowuje się jak w chłopskiej karczmie, Kasprowicz odpalił na to, że za to pan zachowuje się jak przy kopycie swego ojca.
Nauczyciel był bowiem synem szewca. Incydent skończył się usunięciem Kasprowicza ze szkoły. Ironią losu jest to, że już w roku śmierci Kasprowicza, szkoła, z której go wyrzucono, nosiła jego imię.
Kasprowicz zaliczył jeszcze kilka gimnazjów. Za nim w końcu w wieku 24 lat zdał szczęśliwie maturę. Podczas jednego z wcześniejszych podejść do tego egzaminu rzucił kałamarzem w nauczyciela, który skomentował jego polskie pochodzenie.
Lata studiów nie były łatwiejsze. Poeta przede wszystkim zmagał się ustawicznym brakiem funduszy. Sam Kasprowicz opowiadał taką historię, że pewnego razu podczas studiów we Wrocławiu dostał od matki wiejski chleb i kawał słoniny, którą żywił się przez wiele dni.
W końcu, gdy ze słoniny została już tylko skóra, rzucił ją gdzie i zapiec. Ale gdy czasy stały się jeszcze cięższe, wyciągnął skórę zza pieca i gotował wiele godzin, a potem żuł, żeby oszukać głód. Początki działalności twórczej też nie były usłane różami.
Jan już w gimnazjum miał wysokie mniemanie o swojej twórczości, jednak był stopowany przez swojego nauczyciela i mentora, a debiut poetycki nie miał zbyt dobrych recenzji. Te ciosy spowodowały, że Kasprowicz postanowił urządzić pogrzeb swojej twórczości. W nocy zwołał swoich kolegów, którzy przybywszy do niego na stancję, zostali przygotowany stos i nagrobek z napisem.
Tu leży Jan Kasprowicz, który nie ma racji bytu, jeżeli jego twórczość nie znalazła aprobaty. Na szczęście koledzy wyratowali palące się rękopisy, które zachowały się, a Kasprowicz nie przestał tworzyć. Zamieszkał we Lwowie, tam uzyskał tytuł doktora, a później profesora.
Przez kilka lat pełnił funkcją rektora uniwersytetu Jana Kazimierza w Lwowie. Musicie Państwo przyznać, że trzeba być nie lada twardzielem, żeby z wiejskiej chaty trafić na katedrę rektora uniwersytetu. Wszyscy, którzy mieli okazję poznać Jana Kasprowicza, kojarzyli jego osobę z twardą bryłą granitu.
Trzecia żona poety wnikliwa obserwatorka jego życia, dzieł i duchowości, Maria Kasprowiczowa pisała o nim w takich słowach. On jest jak przyroda, jest jej kosmiczną siłą, jej najpotężniejszym przejawem. Utwory jego są równie potężne jak on.
Kasprowicz wydawał mi się tajemniczym królem nieznanych gór. Kasprowicz, szlachetny, niezłomny i twardy. Tak samo mówili o nim przyjaciele, sąsiedzi oraz prości ludzie, których spotykał na Podhalu.
Wszyscy mogli powtórzyć za Marią, że źródła jego sił są niespożyte, jak niespożyte są pokłady gór. Mówiono, że Kasprowicz to tatrzańska skała. Droga, jaką przebył w swym życiu, droga od wiejskiego chłopaka na szczyt Parnasu dowodzi twierdzenia, że nigdy, ale to nigdy nie należy się poddawać.
Twarz trzecia, zdradzony mąż. Działo się to wszystko pod sam koniec XIX stulecia we Lwowie. Od 1893 roku Kasprowicz był żonaty z Jadwigą Gąsowską, z którą miał dwie córki, Annę i Janinę.
Było to już drugie małżeństwo poety. Pierwsze, z Teodozją Szymańską, rozpadło się zaledwie po kilku miesiącach. W 1899 roku pojawił się we Lwowie sławny literat, skandalista, prowokator i anarchista Stanisław Przybyszewski.
Ten młodopolski diabeł, jak o nim mówiono. Stanisław i Jan znaleźli się jeszcze z czasów kujawskich i byli przyjaciółmi. Listy, które ze sobą wymieniali, miały czuły serdeczny charakter.
Dowiedziawszy się, że Przybyszewski przyjeżdża do Lwowa, Kasprowicz zaproponował mu gościnę w swoim domu. Poeta niczego się nie obawiał, nie przypuszczał nawet, że kolega odbije mu żonę. Jadwiga wydawała się być zapatrzona w męża, chociaż podobno chciała być muzą, a nie kapłanką domowego ogniska.
Jadwiga Kasprowiczowa od samego początku zauroczyła Przybyszewskiego, który w liście napisał. Żona Jasia jest najsłodszym stworzeniem, subtelna, filigranowa i bardzo piękna. Początkowo Przybyszewski myślał, że znajomość z Kasprowiczową będzie przelotnim flirtem.
Ale tak się nie stało. Egzaltowany pisarz i zaślepiona kobieta nie mogli już się rozstać. Kasprowicz próbował interweniować, ale bez skutku.
Jadwiga porzuciła sławnego męża i dwie małe córeczki. W obym czasie był to skandal, obyczajowy komentowany przez wszystkich. Dla Kasprowicza było to chyba największe nieszczęście w jego życiu.
Zamknął się w sobie i nigdy nie chciał o tym rozmawiać. Z pomocą dziadków Gąsowskich wychowywał córki. Życie Jadwigi z Przybyszewskim było ciągłą udręką.
Nałóg alkoholowy pisarza, ciągłe przeprowadzki, problemy finansowe. Przybyszewski czuł się winnym rozpadu małżeństwa Kasprowicza. Po dziesięciu latach napisał do niego o krzywdzie, jaką mu wyrządził.
List kończył się słowami. To moja wina, moja ciężka wina. Jadwiga też zrozumiała po czasie swoją pomyłkę.
Na Harendzie znaleziono list Kasprowiczowej, w którym napisała. Janku, wiem, że nie mam prawa cię tak nazywać. Wiem, że gardzisz mną, ale to dla mnie wspomnienie czegoś tak dobrego, tak pięknego, gdy cię tak nazywam.
Nie piszę w żadnej sprawie. Piszę, bo muszę pisać do ciebie, boś jedynym dobrem, jakie w życiu miałam. Boś tak wielkim i świętym artystą, że pisać ci muszę.
Wiesz, jeśli byłam złą i nikczemną i zniszczyłam wszystko, to tak krwawo, tak ciężko pokutuję za to, żebyś wiedział, że to tułacze biedne, takie smutne życie, żebyś widział tę poniewierkę, ten smutek i rozpacz i tęsknotę w duszy. Nie piszę, żebyś się litował nade mną. Nie piszę w celu, abyś coś zrobił dla mnie.
Nie. Może ty byś w swojej dobroci chciał nawet, ale ja bym nie mogła. Piszę, bo muszę pisać, bo żyjesz ty i dzieci.
Ty, bo one i ty to jedno. Żyjesz zawsze w mojej duszy. Wiele zrozumiałam i odczułam z życia i ty tak znasz o dusze.
I znać nie będzie. Twarz czwarta. Poeta uduchowiony.
Jednym z najwcześniejszych wspomnień, jak Jan Kasprowicz zachował w pamięci i sercu, było uczucie zachwytu, a jednocześnie lęku, którego doznał jako chłopiec z filmów, w którym po raz pierwszy usłyszał dźwięk kościelnych organów. Jak twierdził przez muzykę, przemówiła do niego wówczas jakaś wielka tajemnica. Duchowość Jan Kasprowicza to burzliwa droga, od buntu i rozpaczy w obliczu zła świata, zmaganie się z Bogiem i cierpieniem do ostatecznego odnalezienia spokoju w prostocie natury, życiu wiejskim i franciszkańskiej pokorze.
Wczesna duchowość Jan Kasprowicza to bunt, gniew, kłótnie z Bogiem i rozpacz w obliczu niesprawiedliwości świata. Poeta rzucał Bogu oskarżenie, że nie jest wrażliwy na cierpienie człowieka, którego przecież sam stworzył. Napisał: Ty się upajasz wielkością stworzenia, po tym śmiertelnym wygonie, a tymczasem szatan po ziemi tej krąży, na pokolenia zarzuca zdradną sieć, synu na ojca zapalczywość budzi.
Bratu na brata wciska krwawy nuż. Poeta wręcz wątpi w moc Boga i zwraca się do szatana władcy zła, aby zlitował się nad światem, wobec tego, że Bóg jest obojętny na cierpienie i niedole człowieka. W późniejszym okresie, zwłaszcza w cyklu Księga ubogich, nastąpił zwrot Kasprowicza ku prostocie życia na wsi i bliskości z naturą.
Co przyniosło Mu w końcu spokój i akceptację. Napisał: Przestałem się wadzić z Bogiem. Serdeczne to były zwady.
Zrodziła je ludzka niedola, na którą nie ma już rady. W końcu odnalazł duchowe oparcie w prostocie i miłości do stworzenia. Kontynuując tradycją św.
Franciszka z Asyżu. Hymn św. Franciszka rozpoczyna się od pochwały Boga rozdawcy cierpienia.
Bądź pozdrowiony rozdawco cierpienia. Ręce się przekuł i nogi i krew mi cieknie z głowy, a oto z Krzyża zstępuje ku mnie w przechwalebnych ogniach biały Serafin i radość w serce mi leje, ażebym sławił i wielbił rozdawcę bolesnych stygmatów, z których się rodzi weselę i miłość. Pochwała cierpienia, które jest koniecznym uzupełnieniem radości idzie w tym hymnie w parze z aprobatą dla innych praw, których nauczał Franciszek z Asyżu.
Pojawia się więc uwielbienie piękna przyrody, rozumnego sensu kontrastu, wspólnoty człowieka i całej przyrody, pochwała pokory i umiejętności poprzestawania na małym, umiejętności cieszenia się drobnymi radościami. Także śmierć zyskuje w tej wizji świata, której istotą jest harmonia kontrastów uzasadnienie i usprawiedliwienie staje się koniecznym uzupełnieniem życia. Twórczość Kasprowicza tak bogata, tak różnorodna i tak niepodobna do żadnego innego poety, że w żadnym wypadku nie pokuszę się nawet o rozpoczęcie jej analizy.
Daję tylko muśnięcie tego z jak bogatym i wciągającym źródłem mamy do czynienia. Twarz piąta, most kulturowy. Bo choć Kasprowicz kojarzy nam się z Tatrami i Polską wsią był on jednym z najwybitniejszych europejskich intelektualistów swoich czasów.
To oblicze człowieka, który posiadł nadludzką wręcz dyscypliny by przyswoić polszczyźnie fundamenty literatury światowej. Kasprowicz dokonał gigantycznego wysiłku tłumacząc niemal wszystkie dzieła Williama Shakespeare’a. Dzięki jego pracy polski czytelnik mógł obcować z Hamletem czy Makbetem w sposób nowoczesny i pełen pasji.
Chłopak z Szymborza, który wyrósł w biedzie stał się mistrzem języków. Przekładał z angielskiego, greckiego, łaciny niemieckiego, francuskiego czy norweskiego. To on przybliżył Polakom greckie tragedie, Ajschylosa, Eurypidesa, dzieła Goethego, Schillera.
Tłumaczenia były dla niego źródłem dochodu, ale też ucieczką od życiowych dramatów. Kiedy walił się jego świat osobisty, Kasprowicz uciekał w pracę i zatapiał się w słowach wielkich mistrzów. I w ten sposób stał się mostem między kulturą europejską a odradzającą się Polską.
Twarz szósta. Mieszkaniec Harendy. Na przełomie wieku 19 i 20 zapanowała moda na wyjazdy do Zakopanego.
Kasprowicz na fali tej mody także pojawił się na Podhalu. Było to w roku 1892 kiedy miał 32 lata. Zapałał taką miłością do Tatr, że od tamtej pory każdego lata spędzał tutaj wakacje.
Chodził w góry, którego inspirowały i o których fantastycznie pisał. Przez ponad 30 lat niemal rokrocznie Jan Kasprowicz przyjeżdżał na wakacje w swojej ukochane Tatry, zatrzymując się w Poroninie. Marzył o tym, żeby kiedyś mieć tu swój własny dom.
I w 1923 roku nadarzyła się znakomita okazja. Dowiedział się, że jest do kupienia wspaniały nowo wybudowany dom na osiedlu Harenda w połowie drogi między Poroninem a Zakopanem. W grudniu 1923 roku Kasprowicz przeniósł się z żoną ze Lwowa na Harendę do zakupionej tu od angielskiej malarki Winnifred Cooper.
Mówił, że ten dom zafundował mu pewien zaprzyjaźniony Anglik, niejaki Shakespeare. Mówił tak dlatego, że sporą część pieniędzy na zakupienie domu otrzymał za przetłumaczenie dramatów u jama Shakespeare. Wspomniałam, że przeniósł się do Harendy z żoną.
No tak, w 1911 roku Kasprowicz ożenił się ponownie. Jego wybranką została ponad 30 lat młodsza, 19-letnia córka carskiego generała Maria Bunin. Jaka była Maria? Pragnęła intensywnego życia wewnętrznego.
Stworzenia pewnej aury, o której myślała, że dokonać tego może jedynie artysta. Trzecie małżeństwo Kasprowicza w swoich początkowych latach było szczęśliwe. Poeta bowiem potrafił sprostać duchowym czy też intelektualnym oczekiwaniom żony.
Jednak różnica wieku i temperamentu po czasie dała o sobie znać. Maria wywołała skandal obyczajowy, gdy niedługo po śmierci męża zaczęła wydawać fragmenty swego dziennika, w którym z wielką drobiazgowością i w sposób bardzo otwarty opisywała życie z Kasprowiczem. Niestety poeta zbyt długo nie nacieszył się wymarzonym domem.
Zmarł niespełna trzy lata po przeprowadzce ze Lwowa w sierpniu 1926 roku. Został pochowany na starym cmentarzu w Zakopanem, skąd w 1933 roku trumnę z jego szczątkami przeniesiono do wybudowanego z inicjatywy żony poety mauzoleum. Poeta niejednokrotnie wspominał w swoich wierszach, że chciałby pozostać na zawsze pod Tatrami.
Tatry wywarły na twórczości Kasprowicza niebagatelny wpływ. Na Podhalu powstała m.in. Księga Ubogich. W zbiorach naszej biblioteki posiadamy pierwodruk tego tomiku z autografem autora.
Wiersze wydane w 1916 roku w nakładzie 3050 egzemplarzy. Numery od 1 do 50 wydrukowano na papierze japońskim, a dochód z ich sprzedaży przeznaczono dla dzieci poległych polskich żołnierzy. Każdy z tych specjalnych egzemplarzy sygnował własnoręcznie autor.
Zajrzyjcie do polony, gdzie znajdziecie Księgę Ubogich, tę wyjątkową z autografem Jana Kasprowicza. Spróbujcie przeczytać, co dokładnie napisał w dedykacji. W Polonie czekają na was również dramaty Williama Szekspira w jego przekładach.
Te same, które postawiły dom na Harendzie a jeśli potrzebujecie obrazu do tej historii zajrzyjcie po materiały ilustracyjne na blog Biblioteka Vintage. Dziękuję za wysłuchanie. To była Biblioteka Vintage sześć twarzy Jana Kasprowicza.

