Zapraszamy do wysłuchania podcastu pedagogicznej Biblioteki Wojewódzkiej im. Komisji Edukacji Narodowej w Warszawie. Dzień dobry.
Dzień dobry tu Katarzyna Majchrzak. Witajcie w kolejnym odcinku Biblioteki Vintage. Rok 2026 Sejm Rzeczypospolitej Polskiej ogłosił rokiem Józefa Maksymiliana Ossolińskiego w 200 rocznicę jako śmierci. Pomyślałam, a w zasadzie podpowiedziała mi to jedna przyjazna duszyczka, że to znakomita okazja, żeby lepiej poznać twórcę Ossolineum.
I tak oto jestem. Jestem, aby odkryć przed wami sześć twarzy Józefa Maksymiliana Ossolińskiego. Twarz pierwsza.
Magnat. Józef Kajetan Piotr Maksymilian Ossoliński herbu topór pochodził z jednego z najważniejszych rodów magnackich w Rzeczypospolitej. W jego żyłach płynęła krew najbardziej wpływowych osób w polskiej historii.
Kasztelanów reformatorów religijnych, dyplomatów, kanclerzy. Przodkowie Józefa byli zawsze w pobliżu tronu i doradzali królom z dynastii Wazów, Sasów, królowi Leszczyńskiemu. Ojciec Józefa był właścicielem Mielca i kilku okolicznych wiosek.
Od cesarza Józefa II Habsburga otrzymał tytuł Hrabiowski, który przysługiwał również jego dzieciom. Według metryki parafialnej Józef Ossoliński został ochrzczony 8 czerwca 1754 roku, a więc urodził się zapewne najwyżej kilka dni wcześniej. Na taką datę wskazuje też fakt, że jego rodzice Michał Ossoliński i Anna z Szaniawskich pobrali się rok wcześniej, w 1753 roku.
Wykształcenie Józefa również było godne magnata. Zdobył je w warszawskim Collegium Nobilium, elitarnej szkole dla dzieci zamożnej szlachty, którą założył Stanisław Konarski. W domu Ossolińskich panowała surowa i dostojna atmosfera typowa dla dworów magnackich.
Józef Maksymilian jako młody chłopak był głęboko religijny, nieśmiały i skromny. W żadnym wypadku nie można powiedzieć, że z powodu wysokiego urodzenia woda sodowa uderzyła mu do głowy. Twarz druga. Bibliofil. Ossoliński dorastał, uczył się i zdobywał doświadczenie w ostatnich latach istnienia Rzeczypospolitej jako niepodległego państwa.
Był świadkiem trzech rozbiorów Polski, przeżył także burzliwy okres wojen napoleońskich oraz powstanie nowego porządku w Europie po Kongresie Wiedeńskim w 1815 roku. Te wydarzenia wpłynęły na jego postawę życiową, działalność publiczną oraz zainteresowania naukowe. Szczególnie ważną rolę odegrała w jego życiu pasja do książek oraz kolekcjonowania cennych zbiorów bibliotecznych.
Wiele bezcennych dzieł znalazł w bibliotekach należących do zlikwidowanych przez cesarza zakonów, ale także tych, które dalej działały. Często były w bardzo złym stanie, od dawna niedostępne dla nikogo, bez zbierackiej pasji Ossolińskiego zapewne by nie ocalały. Niekiedy Ossoliński posuwał się do działań nieetycznych, gdy gospodarze jakiejś biblioteki odmawiali mu sprzedania upatrzonej przez niego książki.
Wtedy prosił o jej wypożyczenie, zostawiał nawet rewers, ale z góry zakładał, że pożyczonej książki nie odda. Wiedząc o tych skłonnościach Ossolińskiego, krakowscy Dominikanie wpuścili go wprawdzie do swojej biblioteki, ale nie odstępowali na krok. Po tej wizycie Ossoliński zwierzał się pewnemu znajomemu.
O, hultaje Dominikany, ale ja przecież wielkie zrobiłem głupstwo biorąc się do wielkich książek, bo gdybym udał się był do małych, byłbym może co ułowił. Jak podkreślił Józef Adam Kosiński autor monografii Ossolińskiego, zbieractwo Ossolińskiego nie było pańską fanaberią, mającą na celu uświetnienie siedziby magnata półkami pięknie oprawionych, lecz nie używanych książek, ale dyktowała je konieczność stworzenia własnego warsztatu naukowego do prac historycznych, bibliograficznych i literackich. Stąd też księgozbiór Ossolińskiego służył swemu właścicielowi i kręgowi osób z nim związanych.
Twarz trzecia, wizjoner. Od 1795 roku Ossoliński mieszkał na stale w Wiedniu. Tam poświęcił się pracą naukowym i pasji bibliofila.
To właśnie w swojej wiedeńskiej rezydencji zgromadził ogromne zbiory, na które składały się około 19 tysięcy książek, zabytkowe rękopisy, ryciny, numizmaty, mapy, atlasy, a także zbiory geologiczne. Tworząc bibliotekę, myślał o przyszłych pokoleniach, dlatego skupił się przede wszystkim na polonikach, czyli piśmiennictwie polskim i polski dotyczącym. Około 1800 roku narodził się w jego głowie plan utworzenia Fundacji Narodowej dla Galicji.
Ossoliński był nie tylko intelektualistą, lecz także zamożnym człowiekiem. Nie uważał się jednak za właściciela swojej kolekcji, lecz jedynie za jej organizatora i depozytariusza. W październiku roku 1816 przedłożył cesarzowi Austrii Franciszkowi I, opracowany przez siebie statut nowej instytucji.
Było to ustanowienie familijne biblioteki publicznej pod imieniem ossolińskich we Lwowie. Według zapisów ustanowienia przy bibliotece miało funkcjonować towarzystwo naukowe oraz drukarnia, w której publikowane miały być czasopismo naukowe oraz prace dotyczące bibliografii i piśmiennictwa polskiego. Ossolineum miało także fundować stypendia naukowe dla studentów i młodych naukowców polskich.
Ossoliński tak pisał. Cokolwiek po mojej śmierci w księgach, rękopismach, medalach, kopersztychach i innych uczonych zbiorach zostanie się poświęcam publiczności, ażeby stanowiło pierwszy zakład biblioteki mającej się z czasem z dochodów swoich i gorliwości przyjaciół nauk oraz z dobrej chęci obywateli pomnażać. W 1817 roku Ossoliński kupił we Lwowie zrujnowane budynki kościoła i dawnego klasztoru karmelitanek trzewiczkowych, które po renowacji i przebudowie miały pomieścić zbiory fundacji.
Na uposażenie fundacji miały iść fundusze z zysków majątków ziemskich w powiecie przeworskim. 8 maja 1817 roku. Nasz bohater wyjednał u cesarza Franciszka I zatwierdzenie Statutu Zakładu Narodowego im.
Ossolińskich. W akcie erekcyjnym Zakładu Narodowego Ossoliński przeprowadził plan fundacji w 60 skomplikowanych paragrafach. Ustanowił kuratora dziedzicznego, a zarazem ordynata dóbr ziemskich, które po sobie zostawiał zobowiązując go do wypłacania corocznie sześciu tysięcy reńskich na potrzeby instytucji.
Pod okiem kuratora funkcjonować mieli dyrektor, kustosz i pisarz, a obowiązkiem pierwszego z nich było wydawanie czasopisma naukowego pod tytułem wiadomości o dziełach uczonych. Ossoliński zamierzał bowiem stworzyć w powołanym przez siebie zakładzie ognisko badań nad dziejami i literaturą ojczystą oraz stowarzyszenie uczonych pracujących na tym polu. Głównym dostarczycielem książek dla Ossolińskiego był księgarz Karol Wild.
Ossolineum był bardzo ambitnym przedsięwzięciem. Kolekcja założycielska składała się z około 30 tysięcy druków, ponad 700 rękopisów, 130 map i atlasów, około 2000 rycin, ponad 350 monet i medali oraz 20 obrazów, a także zbioru muszli i minerałów. Józef Maksymilian Ossoliński zmarł w Wiedniu 17 marca 1826 roku.
Kolekcja założycielska fundatora została przewieziona z Wiednia do Lwowa w marcu roku 1827. Twarz czwarta samotny ojciec swojej jedynaczki. Biblioteka w pewnym stopniu była jego córką jedynaczką, bo sam nie miał dzieci.
1785 roku wprawdzie się ożenił, ale po sześciu latach małżeństwo na wniosek żony zostało kościelnie unieważnione. Oficjalnie powodem było zbyt bliskie pokrewieństwo. Mieli wspólnego pradziadka.
Ale Ambroży Grabowski, krakowski księgarz i dobry znajomy Ossolińskiego domyślał się innej przyczyny. Wypowiedział się o niej w nieco zagadkowy sposób. Małżeństwo to było bezdzietne, a zarazem cel jego chybiony.
Przyczyna tego nie była w stronie powodowanej, bo zacna świętej pamięci pani Ossolińska w drugim zamęściu Trzebińska wypłaciła się społeczeństwu dwoma synami. Była jeszcze i córa Marianna Trzebińska, sławna w tym czasie z wdzięków i przyjemności. Pisał Grabowski.
Tymczasem Ossoliński tak pisał do przyjaciela. Bóg widzi, żem rozczulony i zajęty jedynie chęcią bycia użytecznym i po mojej śmierci mojemu narodowi. Chodzi mi o tę bibliotekę, jako córkę jedynaczkę na wydaniu, której bym na los nie chciał odumrzeć.
Twarz piąta, naukowiec. Ossoliński był przede wszystkim człowiekiem nauki. Jak zwykł mawiać, nauka nie mniej jak szabla stworzyła nasze szlachectwo.
Był historykiem literatury i bibliografem, który tworzył swe zbiory biblioteczne z myślą o warsztacie naukowym. Nie tylko do własnych badań, nad literaturą i bibliografią polską, ale także służące innym badaczom. Był współpracownikiem dwóch czasopism, prowadzącego walkę z nieuctwem i konserwatyzmem szlacht z zaśmiecaniem języka polskiego obcymi naleciałościami Monitora i pierwszego pisma literackiego w Polsce, Zabaw Przyjemnych i Pożytecznych, na łamach, którego debiutował w roku 1771.
Zabawy Przyjemne i Pożyteczne były oficjalnym organem obiadów czwartkowych. Od roku 1800 był członkiem towarzystwa przyjaciół nauk w Warszawie. Za zasługi naukowe był wybrany członkiem honorowym towarzystwa naukowego w Getyndze oraz towarzystw naukowych w Pradze i Warszawie.
Został członkiem honorowym lub rzeczywistym Akademii Wiedeńskiej, Uniwersytetu Jagiellońskiego, Uniwersytetu Wileńskiego, Towarzystwa Gospodarczego w Wiedniu, Morawsko Śląskiego Towarzystwa dla wspierania rolnictwa i krajoznawstwa, Muzeum Czeskiego w Pradze, Uniwersytet Lwowski nadał mu doktorat honorowy z filozofii. Twarz szósta. Mędrzec w ciemności. Działalność Hrabiego Józefa Maksymiliana Ossolińskiego była nieustannym pasmem wysiłków na rzecz zachowania dziedzictwa narodowego.
Ale jego życie prywatne, szczególnie w ostatnich latach, naznaczone było samotnością, cierpieniem, trudem codzienności. 1822 roku stracił wzrok i odtąd zdany był na pomoc innych osób. Swoje myśli dyktował.
Znikły mi z oczu widoki świata i zdaje mi się, że stoję w ciemnej otchłani, w przysionku wieczności, przez której zaparte podwoje, błysk jakiś, różny od jaskrawego, mieniącego się i często wahającego się światła, do oczów duszy mojej, do uwagi przedziera się. Czuję się, jakobym siebie samego już przeżył, jakobym się przeniósł w życie różne od tego, jakie wiodłem, gdy mi oświecało Słońce. Mniemam się być mojego czasu tak, jak on jest tysiąców lat przed sobą upłynionych potomkiem.
Składam sobie w myśli obrazy rzeczy, których kształt niegdyś się oglądałem. Z przypomnień tworzę w myśli świat nowy, dostępny jej wzrokowi. W poruszaniu się po dużym mieszkaniu pełnym cennych ksiąg gromadzonych przez lata pomagały mu sznury, rozciągnięte wzdłuż pokoi, aż do łóżka, których Hrabia trzymał się obiema rękoma.
Niestety jego siły fizyczne, każdym dniem słabły. Głos stawał się cichszy i mniej wyraźny, codzienne czynności były coraz większym wyzwaniem. Mimo to jego umysł pozostawał sprawny, a zapał do pracy nie ustępował.
Zajął się tłumaczeniem dziejów rzymskich Liwiusza i listów Pliniusza. Choć opuchnięte i niesprawne dłonie nie były w stanie utrzymać pióra, zawsze miał przy sobie dwóch młodych pomocników, studentów, którzy na przemian czytali mu łacińskie wersy, a on, dyktując tłumaczył je na język polski. Praca u Hrabiego była cennym doświadczeniem.
Można było wiele się nauczyć poszerzyć wiedzę, a także zarobić na utrzymanie. Ossoliński znany był, z tego, że płacił dobrze i z życzliwością wspierał młodzież chętną do nauki. Dla zaczerpnięcia świeżego powietrza wybierał się powozem do parku.
Pewnego dnia na początku marca 1826 roku powróciwszy z przejażdżki,”wybórczał służącego za to, że mu jeden but z innej pary dać musiał, bo był za ciasny. Noga mu bardzo nabrzmiała. Za kilka dni porobiły się na niej czarne plamy i powybiegały pryszcze.
Puchlina szła coraz wyżej i cała noga zaczerwieniała. Lekarze złożyli radę i osądzili, że jest gangrena, a wezwani o wykrycie otwarte i rzetelne swojej opinii powiedzieli mu, że nad 24 godzin żyć nie może. Przytomność umysłu nie opuszczała go na chwilę i czekał śmierci z rezygnacją, a prawie z uciechą, że pozbędzie się ciężaru życia.
Nalegano na niego, by się spowiadał, nareszcie był kończyć ciągle uprzykrzania się o to i pozyskać wolną chwilę, jak się wyraził, do rozmyślania nad nicością życia i do ukończenia testamentu zażądał księdza obrządku grekokatolickiego swojego przyjaciela, barona Michała Harasiewicza. Po spowiedzi, Ossoliński zażądał, aby nie marnować pieniędzy na wystawny pogrzeb. Chciał, by jego ciało po prostu wrzucono do grobu, aby ziemia połączyła się z ziemią.
Zależało mu natomiast, aby żegnało go jak najwięcej Polaków. Zgodnie z wolą Ossolińskiego, jego ciało zostało ubrane w skromny, czarny frak, był bez peruki, którą nosił na co dzień. U stóp zmarłego złożono Order Świętego Szczepana, a prosta, pozbawiona zdobień trumna była wypełniona jedynie białą krepą.
Pamięć to fundament ludzkiego życia i całych narodów. Hrabia Maksymilian Ossoliński niestrudzenie walczył o jej zachowanie. Jak podkreślił Henryk Bogdański w swym pamiętniku, który jest jedynym zachowanym opisem ostatnich dni i pogrzebu Ossolińskiego, nie pozostawił złota ani klejnotów, ale w testamencie narodowej pamięci pozostawił wszystko – bibliotekę, instytucję idee.
To one mają trwać i będą trwać, póki żyć będzie Polska. Zakład Narodowy imienia Ossolińskich stał się potężną instytucją narodową, która istnieje do dzisiaj, jest jednym z bardzo charakterystycznych świadectw ducha epoki oświecenia, ducha pracy obywatelskiej nad podtrzymywaniem polskiej narodowości, kultury w warunkach zaborów. Na dziś to już wszystko.
Zapraszam również do odwiedzenia bloga Biblioteka Vintage, gdzie znajdziecie artykuł o naszym dzisiejszym bohaterze autorstwa Doroty Walasek-Woźniak. Dziś już dziękuję za wspólnie spędzony czas. To było sześć twarzy Józefa Maksymiliana Ossolińskiego.

